Gazetka Pielgrzyma

3-4maj 2008- Wambierzyce-Bardo

W naszej katolickiej tradycji przez wiele lat ugruntowały się podejmowane z różnych przyczyn i okazji zobowiązania pielgrzymkowe. Najbliższe nam takie miejsca to kościółek św. Rocha w Dobrzeniu i święta Anna w Czarnowąsach. Do miejsc tych wędrowali nasi przodkowie pieszo, szczególnie w terminach odpustowych. Moja generacja takie piesze wędrówki odpustowe też jeszcze miała okazję przeżyć- ciężkie, duże figury jechały już jednak na furmankach a nie wędrowały na barkach uczestników… W celach pielgrzymkowych z tego co dane nam pamiętać,  Chróściccy parafianie odwiedzali Górę św. Anny, Piekary Śląskie, Trzebnicę, Turzę, Bardo i Wambierzyce. Niektóre z tych miejsc zostały już zapomniane, pojawiły się nowe ( np. Częstochowa ) a do niektórych w dalszym ciągu wędrujemy chętnie i z poświęceniem.

Od wielu już lat wędrują corocznie mieszkańcy Chróścic do Barda i Wambierzyc. To właśnie te dwa najbardziej na Ziemi Kłodzkiej znane ( ale nie jedyne ) miejsca pielgrzymkowe z kultem Matki Boskiej upodobali sobie nasi przodkowie, by w trudzie i niewygodzie tu właśnie corocznie przybywać. Dlaczego właśnie tu nasze pielgrzymki nas wiodą? Od kiedy ta tradycja ma miejsce? Prawdziwych, jednoznacznych odpowiedzi na te pytania tak naprawdę nikt nie zna. Nie ma na ten temat zapisów w niekompletnej Kronice Parafialnej, nie ma też czasu na badanie dokumentów w zapisach dokumentacji kościelnej tych dwóch miejsc pielgrzymkowych. Chyba najwyższy czas spróbować o tych historiach słów parę napisać, by zostawić potomnym ślad i chęć do dalszych badań i dociekań. I do dalszych odwiedzin tych pięknych miejsc.


Dla mnie, intrygującym pytaniem jest ciągle to, jak nasi przodkowie do Barda i Wambierzyc przed wieloma laty docierali? Do pokonania jest przecież ponad 130 kilometrów, biorąc pod uwagę obecną sieć drogową, która na początku XX wieku wyglądała zupełnie inaczej. Sam pamiętam początek lat sześćdziesiątych, kiedy to spora grupa pielgrzymów wyruszała na pielgrzymkę pociągiem. Wyruszali z Chróścic, z naszej stacji kolejowej już w piątek późnym popołudniem by dotrzeć najpierw do Wrocławia. Tu z dworca Wrocław Nadodrze, musieli dostać się do dworca Wrocław Główny i przesiadali się do pociągu jadącego poprzez Niemczę, Ząbkowice Śląskie, Kamieniec Ząbkowicki do Barda. Nad ranem zaczynali swą pielgrzymkę w Bardzie, odwiedzając kaplice różańcowe i drogę krzyżową na szczyt Kalwarii wznoszący się na wysokość 593 m. Najczęściej późnym popołudniem pielgrzymi ponownie wsiadali do pociągu by przez Kłodzko udać się do Ścinawki Średniej, z której do Wambierzyc było tylko 6 kilometrów, te jednak trzeba było przejść pieszo. Po noclegu i zasłużonym odpoczynku, z samego sobotniego rana rozpoczynały się obchody kalwaryjskie, których świadkiem jesteśmy i my, jako że w ich przebiegu chyba przez minione lata niewiele się zmieniło. Po zakończeniu obchodów szło się ponownie owe 6 kilometrów do najbliższej stacji kolejowej w Ścinawce Średniej by przez Kłodzko, Kamieniec Ząbkowicki, Ząbkowice i Wrocław wrócić, najczęściej już w poniedziałkowy wczesny ranek do Chróścic. Linię kolejową z Chróścic do Wrocławia wybudowano w roku 1908 a więc tą drogą mogli chróściccy pielgrzymi wędrować do miejsc kultu w Kotlinie Kłodzkiej po tej dacie. Czy wcześniej też tu docierali a jeśli tak, to jak? Już od drugiej połowy XIX wieku, wskutek odrodzenia religijnego po tzw. Wiośnie Ludów, miejsca kultu religijnego takie właśnie jak Bardo i Wambierzyce, zaczęły cieszyć się wielką popularnością. Z drugiej strony wiemy, iż ogrom ofiar pierwszej wojny światowej ( 1914-1916 ) w której zginęło co najmniej 128 mieszkańców Chróścic, po której nastał dłuższy okres biedy, głodu i chorób, stał się impulsem do podejmowania również pielgrzymkowych „zobowiązań”- by ofiar w takiej skali już nigdy więcej nie było…Wydaje się, iż przyjęcie tego okresu za oficjalny moment rozpoczęcia masowego ruchu pielgrzymkowego do Barda i Wambierzyc jest z logicznego punktu widzenia jak najbardziej uzasadniony. Jeśli jednak ktoś wcześniej do Barda czy Wambierzyc dotarł, to na pewno były to pojedyncze, indywidualne wyprawy pełne poświęcenia, trwające wiele dni. Takie pielgrzymkowe wyprawy miały podobno miejsce już pod koniec XIX wieku. Pielgrzymi wędrowali pieszo i na furmankach a w pewnym okresie miejscem pośrednim był Grodków, który połączenie kolejowe z Kłodzkiem a pośrednio ze Ścinawką, uzyskał około roku 1879 czyli dużo wcześniej niż Chróścice z Wrocławiem. Więc wielce prawdopodobne staje się to, że Chróściccy pielgrzymi mogli do Barda i Wambierzyc wędrować pod koniec XIX wieku również po to, by uczestniczyć w wielkim jubileuszu 200 lecia, obchodzonym w roku 1895.

Już pod koniec lat sześćdziesiątych pielgrzymi rozpoczęli swe wędrówki na piękną Ziemię Kłodzką motocyklami i samochodami. Było i tak, że pielgrzymi jechali pod plandeką samochodu ciężarowego, siedząc na drewnianych ławkach. Pojawili się też pierwsi motocykliści: wiem, że w tamtych czasach na „motorach” do Wambierzyc i Barda docierali Franciszek Młynek ( miał BMW ), Wilhelm Gros ( miał Jawę ), mój ojciec Antoni Weber ( miał WFM ), Rudi Weber ( miał WFM ), Stefan Adamiec ( miał Jawę ), Rudi Borosz ( miał Jawę ) Lotar Pila ( miał Junaka ). Ostatnim Chróścickim pielgrzymem, który do Wambierzyc i Barda dotarł motocyklem był Alojzy Gandyra. Potem nie bez problemów, bo komunistyczne władze nie sprzyjały kościelnym wyjazdom, pojawiły się autobusy i samochody prywatne. Wyjazdy stały się łatwiejsze i liczniejsze. W najlepszych czasach, a było to chyba w okresie, kiedy wikarym w Chróścicach był ks. Antoni Zemelka, w pielgrzymkach brało udział grubo ponad 300 Chróscickich pielgrzymów. W roku 1978 pielgrzymów, w najliczniejszej w tamtych czasach pielgrzymce było podobno 418, a na jednym ze zdjęć grupowych zrobionym na schodach Bazyliki Wambierzyckiej można się doliczyć 370 pielgrzymów. Szkoda, iż tradycja wspólnych grupowych zdjęć w Wambierzycach też już upadła- może czas spróbować ją reaktywować?.
Pielgrzymowanie nie było by możliwe bez oddanych przewodników. To oni zachęcali do udziału, przygotowywali i prowadzili modlitwy i śpiew. Chróścickimi przewodnikami byli na pewno Kasper Nalewaja, Andreas Weber jego syn Piotr Weber a po nim jego bratankowie Adolf Piotr i Antoni Weber. Po śmierci Adolfa Piotra i wyjeździe Antoniego za granicę, przewodnictwo pielgrzymkowe w Bardzie i Wambierzycach przejęli synowie Piotra -Jerzy i Kornel. I tak jest też w roku 2008.


Trochę historii o tych miejscach


Bardo leży nad Nysą Kłodzką, w bardzo ciekawym miejscu przełomu tej rzeki przez Góry Bardzkie. Zakola biegu rzeki widać szczególnie interesująco z urwiska przy krzyżu. Samo urwisko powstało w roku 1598; 24 sierpnia wskutek długotrwałych, dziesięciodniowych obfitych opadów, grunt był tak bardzo nasiąknięty, iż spowodowało to osunięcie się części zbocza Bardzkiej Góry do nurtu Nysy Kłodzkiej, jej przegrodzenie i częściowe zalanie miasteczka. Po olbrzymich masach skalnego rumoszu w dniu dzisiejszym nie ma śladu; wezbrana woda wypłukała drobny piach i ziemię a kamienie służyły mieszkańcom całej okolicy jako dostępny, tani materiał budowlany przez wiele następnych lat. Wzmianki o Bardzie spotkać można już w X wieku, gdyż miejscowość ta leży na tzw. Bursztynowym szlaku i jako miejsce pobierania opłat należała do właścicieli Kamieńca Ząbkowickiego. Tu też już na przełomie XI i XII wieku ulokowani zostali zakonnicy- najpierw byli to joannici a później augustianie. W połowie XIII wieku na stale klasztor w Ząbkowicach a tym samym zarząd nad Bardem, przejęli cystersi. To właśnie augustianie i cystersi uważani są za prekursorów rozwoju Barda i uzyskania przez nie praw miejskich. Bardzka figurka Matki Boskiej z Dzieciątkiem jest najstarszą rzeźbą romańską na Śląsku, pochodzi z początku XII wieku.



Kult Maryjny i pielgrzymkowy w Bardzie rozwinął się szczególnie intensywnie w XIV wieku. Zdarzeniami, które ten kult rozpropagowały, były na pewno dwa przypadki uzdrowień- pierwszy dotyczył pewnego Czecha, który ciężko chorował po złamaniu nogi. Rzewliwe modlitwy do Matki Boskiej spowodowały, że choroba minęła. W dowód wdzięczności cudownego uzdrowienia, Czech wybudował najpierw kaplicę drewnianą a kiedy ta okazała się zbyt mała, wybudował kaplicę murowaną, która później została rozbudowana w formie kościoła i kościół ten zawsze nazywany był czeskim kościołem. Drugie podanie mówi o tym, że wracający do domu z wojny ranny czeski rycerz, w Bardzie osłabł na tyle, iż nie mógł już dalej do stęsknionej rodziny wędrować. I kiedy leżał  w gorączce, praktycznie czekając już tylko na śmierć, modlił się intensywnie do czczonej tu Matki Boskiej. I wtedy miał objawienie, podczas którego wskazane mu zostało źródełko na Bardzkiej Górze do którego miał się udać by przemyć swe rany. Mimo osłabienia i choroby rycerz udał się tam i po przemyciu ran w źródlanej wodzie , rany ustąpiły, siły wróciły i szczęśliwy rycerz mógł wrócić do swej rodziny w Czechach. Min. to spowodowało, że ruch pielgrzymkowy w Bardzie intensywnie się rozwijał i około roku 1710 przybyło do Barda ponad 200 tysięcy pielgrzymów. Spowodowało to też rozwój struktury kościelnej i budowę drugiego kościoła zwanego kościołem niemieckim. Obecny kształt zabudowań klasztornych i sam kościół powstały po rozebraniu sąsiadujących ze sobą kościołów czeskiego i niemieckiego w roku 1685. Opat cystersów z Krzeszowa Bernard Rosa już wiosną 1686 roku położył kamień węgielny pod budowę nowego kościoła, który budowano następnie do roku 1695 a do roku 1704 go wykańczano i wyposażano. W związku z tym iż Bardo znajdowało się na ważnym szlaku komunikacyjnym, często padało ofiarą wojen i zniszczeń. Dotyczyło to również zabudowań klasztornych i kościelnych. Jak podają kroniki, podczas wojen napoleońskich, w czerwcu 1807 roku podczas bitwy o Kłodzko, w Bardzie stacjonowało ponad 100 tysięcy żołnierzy a klasztor był kwatera brata Napoleona, Hieronima, głównodowodzącego tą bitwą. Na szczęście po każdym zdarzeniu cudowna figurka, ratowana jest z wojennej pożogi a straty materialne są odbudowywane. Ale Bardo to nie tylko kościół i jego cudowna figurka. Ciekawe zdarzenia odnotowały kroniki w odniesieniu do Bardzkiej Góry. Bardzka Góra ma wysokość 583 m npm. To tu, na jej szczycie miała się objawić płacząca Matka Boska ubolewająca nad nieszczęściami i losem ludzi wobec nadchodzącej wojny. Podczas tego objawienia w skale na szczycie góry, odcisnęła odciski swych stóp i dłoni. Objawienie to miało mieć miejsce około roku 1425 a więc przed wojnami husyckimi. Od tego też czasu obserwowany jest ruch pielgrzymkowy na Bardzką Górę, do kaplicy górskiej wybudowane w latach 1617-1619. Fundatorem kaplicy był biskup wrocławski, arcyksiążę Karol Habsburg. Duży udział w powstaniu kaplicy przypisuje się również opatowi klasztoru w Kamieńcu Fabianowi Krause, opatowi Henrykowskiemu Andrzejowi II oraz hrabiemu Wacławowi von Rozdrazow. 7 września 1619 riku kaplicę konsekrował sufragan wrocławski Marcin Kolsdorf. Kaplicę poświęcono czci Matki Boskiej, św. Elżbiety i św. Jana Chrzciciela. W małym wnętrzu Kaplicy umieszczono aż trzy ołtarze. W 1622 roku kaplica została splądrowana przez protestantów jednak już 29 maja 1623 roku ponownie ją konsekrowano. Dzisiejszy wystrój kaplicy pochodzi z XIX wieku. Zostały wtedy usunięte ołtarze boczne i organy a Wulhelm Gorlich w 1930 roku na nowo wymalował sklepienie kaplicy.



Na Bardzką Górę prowadzi wcięta w dolinę potoku Srebrnik, kręta i miejscami forsowna droga nazywana w dawnych czasach Białą Drogą. Wzdłuż niej w latach 1833-1839 zbudowano stacje drogi krzyżowej i 6 murowanych kapliczek ze scenami; Zwiastowania, Nawiedzenia, Narodzenia Jezusa, Ucieczki do Egiptu i Wniebowzięcia. W połowie drogi na szczyt wytryskuje źródło wody tzw. Źródło Marii znane z leczniczych, uzdrawiających właściwości. Obudowa źródła została wykonana w kształcie domku w roku 1893 a obraz nad wejściem przedstawiający Jezusa i samarytankę przy studni Jakuba namalował w roku 1895 Knauer z Nysy. W drodze do źródełka bardzo blisko drogi, znajdują się ruiny średniowiecznego zamku, warowni, który strzegł traktu po prawej stronie Nysy. Znana nam droga na szczyt nie jest jedyną drogą tam prowadzącą.    Z łąki w zakolu Nysy prowadzi na szczyt Bardzkiej Góry tzw. Czeska Droga, którą chodzili z godną podziwu wytrwałością właśnie Czesi- w 1870 roku zabroniono jednak tędy chodzić ze względu na duże niebezpieczeństwo związane z bardzo dużą stromizną i osypującym się urwiskiem. Ze wsi Janowiec na szczyt góry prowadzi trzecia droga, zwana Polską Drogą, wzdłuż której też zbudowano stacje drogi krzyżowej a drogą tą poruszali się przede wszystkim pielgrzymi z Górnego Śląska, Nysy, Przyłęku i Lasek.
Trzecim punktem pielgrzymkowym Barda i okolic jest Góra Różańcowa wznosząca się na wysokość 380 m npm. Był to pomysł i inicjatywa Augusta Forstera, który przekazał redemptorystom ( którzy od roku 1900 władali klasztorem w Bardzie ) środki na rozpoczęcie budowy takiej instalacji. Po wykupieniu 8 ha gruntu, wytyczona została 5 metrów szeroka aleja, którą obsadzono ponad 600 drzewami lipowymi i klonowymi. Aleja ta otacza południowo wschodnie zbocze góry i liczy 1740 metrów. Na odcinku tym zamierzano wybudować 17 kaplic- 15 kaplic różańcowych oraz kaplicę początkową i końcową.  Zamiar ten nie został jednak w całości zrealizowany. Przed pierwszą wojną światową wybudowano tylko osiem kaplic: pierwszą -Zwiastowania i ósmą- Chrystusa pod krzyżem w 1905 roku, czwartą - Chrystusa nauczającego w świątyni, dziesiątą- Zmartwychwstania i dwunastą- Dusz czyśćcowych w 1906 roku, drugą- Narodzenia Chrystusa i szóstą- Biczowania w 1909 roku, jedenastą- Zesłania Ducha świętego w 1913 roku. Przed rokiem 1939 wybudowano następne pięć: piątą- Krwawego potu Chrystusa w 1925 roku, siódmą- Cierniem ukoronowanego w 1930 roku, dziewiątą- Ukrzyżowania w 1933 roku, kaplicę początkową w 1936 roku i trzecią- Ofiarowania Chrystusa w świątyni w 1939roku. W roku 1989 wybudowano czternastą kaplicę- Ukoronowania. 

Wambierzyce zostały wybrane przez właściciela pobliskiego Ratna, hrabiego Osterberga, na stworzenie kopii Jerozolimy. Między trzema wzgórzami symbolizującymi Górę Syjon, Górę Oliwną i Górę Złej Rady wije się potok zwany Cedronem. To tu powstała osada odzwierciedlająca z charakteru i nazewnictwa otoczenie tego świętego miasta w Ziemi Świętej. Sam kult Maryjny w tym miejscu rozpoczął się od małej drewnianej figurki Maryi z dzieciątkiem, ulokowanej w pniu dużego, starego drzewa. Figurka ma 28 cm wysokości i wykonana jest z lipowego drewna. Matka Boska trzyma na prawej ręce nagie Dzieciatko. Dzieciątko trzyma w prawej swej rączce małego ptaszka, zaś lewą sięga po owoc trzymany w lewej ręce przez matkę To za przyczyną modlitw do tej figurki odzyskał na początku XIII wieku wzrok Jan z Raszewa. I szybko w to miejsce zaczęli pielgrzymować mieszkańcy z coraz to bardziej oddalonych miejscowości. Najpierw w miejscu obecnej Bazyliki stanął kamienny ołtarz, kropielnica i lichtarz ( przechowywane do dnia dzisiejszego w krużganku Bazyliki ). Potem Hrabia Tschischwitz wybudował w tym  miejscu kościół. W 1253 roku   przybyli na Ziemię Kłodzką tkacze z Miśni i Turyngii i założyli w tym miejscu osadę tkacką nazwaną Albertivilla. Osada w swych dziejach należała przez ponad 300 lat do rodu Panwitzów, potem krótko do Johanna Baltazara Muhlanger von Muhlan a ten sprzedał ją Ferdinadowi Homerowi von Hoferberg. Ludwik von Panwitz ufundował rozwijającej się osadzie pielgrzymkowej nowy kościół, który służył do wojny trzydziestoletniej, do roku 1645, kiedy to został znacznie uszkodzony. Daniel Paschazjusz Osterberg  był właścicielem tych ziem od 1677 roku. W 1715 roku syn Osterberga sprzedał te ziemie rodzinie hrabiego Franciszka Antoniego von Gotzen a ci w 1780 roku sprzedali je najbogatszej w ówczesnych czasach rodzinie Śląska, rodzinie von Magnisów. Zniszczoną przez wojnę trzydziestoletnią świątynię, Osterbergowie zastąpili budowaną przez ponad 14 lat, od roku 1695 do roku 1710, nową, trzynawową budowlą, zaprojektowaną przez włoskiego architekta Domenico a roboty kamieniarskie nadzorował Tomasz Gross. Konstrukcja nowego kościoła nie była udana- błędy projektowe i wykonawcze spowodowały spękanie sklepienia i murów i cały kościół musiano po 4 latach rozebrać. W międzyczasie, w roku 1711, zmarł inicjator budowy Śląskiej Jerozolimy, Hrabia Osterberg- pochowano go w krypcie pod nawą główną kościoła. Nowy, bogaty właściciel Wambierzyc, młody hrabia von Gotzen niezwłocznie przystąpił do budowy nowej świątyni, tej, którą jest nam dane oglądać w czasach nam współczesnych.



Co skłoniło Hrabiego Osterberga a później Hrabiego Gotzena do budowy miniatury Jerozolimy, tu w dolinie Cedronu? Na pewno kultywowany i rozrastający się ruch pielgrzymkowy po uzdrowieniu Jana z Raszewa ale także kolejne cudowne zdarzenia i uzdrowienia: 7 czerwca 1678 roku u podnóża podejścia do kościoła niespodziewanie wytrysnęło źródełko a jego woda wyleczyła śmiertelnie chorą Annę Scholz z Raszkowa. W miejscu wytryśnięcia źródełka, na placu przed Bazyliką, stoi obecnie kaplica z figurą Matki Boskiej. Drugie zdarzenie miało miejsce 30 maja 1679 roku o zachodzie słońca. Wtedy to kościół otoczyła świetlna łuna, utrzymująca się do późnych godzin wieczornych. Zdarzenie to stało się przyczyną do kultywowania wieczornych procesji z pochodniami, dało też na początku XX wieku , powód do zamontowania na Bazylice żarówek oświetlających elewację przy szczególnych, świątecznych okolicznościach.
Warto jednak też wiedzieć, że Wambierzyce- Śląska Jerozolima to nie tylko piękna Bazylika z cudowną figurką Matki Boskiej Wambierzyckiej Królowej Rodzin. To też 79 kaplic kalwaryjskich, z których każda ma określoną symbolikę i swoje znaczenie w mistyce obchodów kalwaryjskich. Do Bazyliki prowadzi 56 schodów, ułożonych w 3 ciągi- w drugim ciągu są 33 stopnie na pamiątkę wieku Chrystusa. Na zwieńczeniu tego poziomu „witają„ nas cztery duże kamienne posągi ewangelistów- Mateusza, Marka, Łukasza i Jana. Trzeci ciąg -15 schodów, symbolizuje wiek Maryi, kiedy poczęła swego syna, choć inne źródła mówią też o tym, że każdy stopień to jedna cząstka różańca, którą należy odprawić wstępując do świątyni…Co symbolizuje pierwszy, 8 schodowy ciąg nie udało mi się w żadnej z przeczytanych książek znaleźć, Można podejrzewać, iż kiedyś, kiedy poziom placu przed Bazyliką był nieco niższy, były jeszcze dwa schody a to byłoby bardzo symptomatycznym odniesieniem do Dekalogu- do dziesięciu przykazań...ale to tylko moja spekulacja, moje przemyślenia.
Wieczorową porą Bazylikę oświetla 1390 żarówek rozmieszczonych na gzymsach, fryzach i pilastrach podkreślających urok tego symbolicznego miejsca.



To w skrócie, o historii tego pięknego, pielgrzymkowego miejsca,  rzeczy najważniejsze. Dużo jeszcze można by pisać np. o ruchomej szopce na którą składają się 830 rzeżby i o jej twórcach, o wyposażeniu Bazyliki i kaplic, o cudownym przesunięciu krzyża na szczycie Kalwarii i wielu legendach związanych z tym miejscem. Na szersze opracowanie być może przyjdzie jeszcze, również z woli cudownej figurki, kiedyś czas.
Miejsc pielgrzymkowych w Kotlinie Kłodzkiej jest więcej. Najbardziej znanym jest na pewno Sanktuarium Matki Boskiej Śnieżnej na Górze Iglicznej ( Spitzberg 817 m npm ) koło Międzygórza, z roku 1782 i tamtejsza droga krzyżowa na szczyt tej góry. Zapomniany jest kościółek na Górze Cierniak ( 592 m npm ) z kalwarią i prowadzącymi na szczyt góry imponującymi kamiennymi 180 schodami o szerokości 6 m . Zupełnie zapomniany jest największy kościół barokowy Ziemi Kłodzkiej w Nowej Wsi, wspaniale wyposażony w rzeźby Klahra, malowidła Scheflera itd. Takich miejsc jest tu naprawdę bardzo dużo. Te piękne miejsca są tak niedaleko od nas. I naprawdę warto je poznać.

Ciąg dalszy nastąpi..

Opracował Klemens Weber




Inne Sanktuaria Maryjne Ziemi Kłodzkiej - Maria Śnieżna, Radochów.

Czwarta Gazetka Chróścickiego Pielgrzyma
4-5 maj 2013- Wambierzyce-Bardo


Już w najbliższą sobotę wyrusza kolejna Pielgrzymka mieszkańców naszej wsi do Wambierzyc i Barda. O godzinie 5,00 w chróścickim kościele odbędzie się krótkie nabożeństwo przed wyruszeniem w drogę do Wambierzyc . Planowany porządek jest tradycyjny: Wyjazd autobusu i zorganizowanej części pielgrzymki nastąpi około godziny 5,30. Przywitanie pielgrzymów na schodach Bazyliki Wambierzyckiej planowane jest o godzinie 8,30 a Msza św. na rozpoczęcie Pielgrzymki planowana jest w Bazylice Wambierzyckiej  niezwłocznie po przywitaniu. Po mszy rozpoczną się obchody Kaplic . w pierwszej turze do nr 33 co potrwa do około 13,00 . Dalsze  Obchody Kaplic rozpoczną się o godzinie 14,00 od kaplicy nr 34 do końca. Około godziny 19,00 rozpocznie się droga krzyżowa na górę Golgoty by na 20,45 zejść ze świecami na iluminację Bazyliki.

Spotkanie w Bardzie o 8,30 w niedzielę,  przy podejściu na Kopiecek i rozpoczęcie drogi krzyżowej, ok. 12,00 przywitanie i msza w Bazylice, ok. 14,00  spotkanie przy pierwszej kaplicy różańcowej i różaniec, ok.15,30  Pożegnanie i odjazd w stronę Chróścic, o 19,00 powitanie pielgrzymki w Chróścicach.

Dlaczego pielgrzymujemy

W poprzednich Gazetkach staraliśmy  się przynajmniej skrótowo, zebrać i przedstawić informacje o miejscach pielgrzymek, ich historii i źródłach kultu. Można by ten temat kontynuować ale wydaje nam się, iż z różnych powodów warto zastanowić się, dlaczego współcześnie kontynuujemy pielgrzymkowe tradycje i czy w ogóle jest taka potrzeba, jest w tym sens.

W ostatnich latach świat zmienił się zasadniczo. Zmieniliśmy się i my. Globalne uwarunkowania ekonomiczno polityczne diametralnie zmieniły również nasze, prowincjonalne, dotychczas spokojne, sielskie życie. Mimo woli staliśmy się uczestnikiem pędu do przodu. I pędzimy tak bez opamiętania; od rana do wieczora, ze wschodu na zachód... Ale przychodzą na szczęście takie momenty, że ten pęd nieco zwalnia. Są jeszcze dla nas rzeczy ważniejsze- są zwyczaje i tradycja, jak choćby nasza coroczna pielgrzymka. Wtedy dla wielu to ona jest najważniejsza. Najważniejsze są zawsze te same miejsca;   odwiedzane dróżki kalwarii, kościoły , modlitwy i pieśni. I spotkania i rozmowy. I niewygody i trud. Bo to jest element naszej historii, naszej tradycji i naszej tożsamości. Czujemy potrzebę by w Wambierzycach i Bardzie być.  Bo to są miejsca magiczne- to dopiero tu dodaje się szczęśliwie przeżyte kolejne lata , to stąd zabiera się nadzieję na następny rok, na lata następne . I po tę nadzieję zawsze się wraca, często zabierając ze sobą kolejne młode pokolenia. Tu dziwnym trafem przybywa nam sił, które pozwalają stawiać sobie nowe zadania i zdobywać kolejne cele , tu przybywa nam sił, które pozwalają pokonywać kolejne etapy naszego niełatwego przecież powszedniego życia. Więc oderwanie się od naszej szarej rzeczywistości i nawet niepełny pielgrzymkowy wyjazd ma sens . Po to by się wyciszyć, by się zmęczyć; by w zadumie i modlitwie, w innym, magicznym i cudami słynącym otoczeniu, nabrać sił na kolejny rok, na kolejne lata. By z najbliższymi, dziećmi i wnukami pielęgnować pielgrzymkowe tradycje naszych przodków. By one trwały. I pomagały nam i następnym pokoleniom pokonywać pojawiające się na naszej życiowej drodze przeciwności, kryzysy i nieszczęścia. Po takim pielgrzymkowym wyjeździe przyszłość zawsze rysuje się mimo ogromnej niepewności łatwiejsza, z lepszymi perspektywami, bardziej kolorowa.  A przecież za rok znów tu przyjedziemy, znów się tu spotkamy i znów będziemy dziękować i prosić. Z nadzieją, tak jak nasi poprzednicy. I mamy nadzieję, jak nasi następcy.


I w drogę…

Zarówno do Wambierzyc, jak i do Barda trzeba dojechać. Dawno minęły czasy kiedy jedynym wygodnym dojazdem była podróż a w zasadzie wyprawa pociągiem: ze stacji w Chróścicach do Wrocławia Nadodrze. Stąd na dworzec Wrocław Główny. Dalsza podróż prowadziła do Kłodzka i Ścinawki Dolnej z której już tylko pieszo niespełna 5 km do Wambierzyc. Teraz nawet na wyjazd autobusem trudno zebrać chętnych, bo wszędzie szybciej dojedziemy samochodem. I którędy jechać? Do Wambierzyc musimy podróżować przez Kłodzko bo to droga najkrótsza i najwygodniejsza. A do Kłodzka dostajemy się najczęściej przez Lewin, Niemodlin, Nysę, Paczków i Złoty Stok  - to równo 140 km. Można też jechać z Lewina przez Grodków , Ziębice i Ząbkowice ( lub Przełęk ) i mamy wtedy 138 km.. Do Barda najwygodniejsza trasa wiedzie przez Brzeg , Wiązów , Strzelin, Bobolice i Ząbkowice Śląskie – to  111 km. Droga jest nie najgorsza ( chociaż niektóre odcinki ciągle są w remoncie ) i nie ma tu praktycznie uciążliwych radarów… . Ale można też jechać przez Lewin, Grodków, Ziębice, Ząbkowice – to trasa o długości 106 km, ale droga nie jest w zbyt dobrym stanie na niektórych odcinkach . Bez względu na kilometry które musimy przejechać i czy jest ich parę mniej lub więcej, pamiętajmy by jechać tak by bezpiecznie dojechać do celu i wrócić bezpiecznie do domu. Inny wyjazd po prostu nie ma sensu.